sobota, 15 września 2012

Ford B-MAX 1,0 EcoBoost & 1,6 TDCi

Ford B-MAX był jedną z najbardziej wyczekiwanych premier rynkowych tego roku w segmencie mniejszych MPV. Przedstawiciele marki twierdzą, że za sprawą kilku nowatorskich rozwiązań niespotykanych dotychczas w tej klasie aut jest to prawdopodobnie najbardziej zaawansowany technologicznie samochód miejski. Miałem okazję sprawdzić to podczas kilkuset kilometrów trasy testowej.
Wygląd modelu B-MAX nie jest dla nikogo zaskoczeniem – w drabinie MPV marki Ford pojawił się po prostu kolejny szczebel będący rozwinięciem myśli stylistycznej Kinetic Design. Auto zbudowane na platformie podwoziowej Fiesty nie urzeka swoją stylizacją, ale nie daje też większych powodów do narzekania – jest po prostu poprawne. Wysoka i dość wąska sylwetka opisana jest po prostu fordowską kreską. Pociągłe reflektory z charakterystycznie falowaną krawędzią, sześciokątna atrapa chłodnicy i światła przeciwmgielne osadzone w przetłoczeniach zderzaka niemal kompletnie opisują przedni pas. Tył auta również wygląda znajomo jakby nakreślono go w taki sposób, aby nie wyróżniał się zbytnio na tle starszych braci – poza jednym wyjątkiem. Ta odmienność to prowadnica Easy Access Door otulona zarysem reflektora. To według mnie najciekawsza i jednocześnie najbardziej innowacyjna jak na segment cecha Forda B-MAX.
 Za sprawą odsuwanych na bok tylnych drzwi i odpowiedniego wzmocnienia całej konstrukcji udało się tutaj całkowicie zrezygnować z tradycyjnego słupka B (zintegrowano go z drzwiami). Choć nie ma to nic wspólnego z nazwą modelu to zapewne pozostanie jego znakiem rozpoznawczym bardziej niż sam segment. Szerokość dostępu do kabiny po otwarciu obydwu drzwi to 1500 mm – pozwoli to nie tylko łatwo dostać się na tylną kanapę, ale również zniesie potrzebę gimnastyki np. z fotelikiem dziecięcym na węższych miejscach parkingowych.
Furtka otwarta – czas przyjrzeć się kabinie. W środku w oczy rzuca się od razu wykończenie charakterystyczne dla droższych modeli Forda. Materiały dynamicznie zakreślonej deski rozdzielczej są miękkie i przyjemne w dotyku. Centralną konsolę odpowiadającą przede wszystkim za nagłośnienie pomalowano na fortepianową czerń co dodało odrobinę elegancji, kompozycję psuje nadmiar przycisków – wokół wygodnego dżojstiku jest ich po prostu zbyt wiele.
Nieco wyżej – pod daszkiem – osadzono niewielki (czterocalowy) kolorowy wyświetlacz obsługujący również kamerę cofania – rozdzielczość obrazu z kamery pozostawia jednak trochę do życzenia. Trochę niżej znalazł się natomiast prosty i ergonomiczny panel klimatyzacji i spory schowek.
Na chwilę uwagi zasługuje też bardzo miękka kierownica, której średnica wieńca idealnie pasuje do wielkości auta. Mocno wyprofilowane jak na auto miejskie fotele są dość wygodne, ale spodobają się raczej szczuplejszym osobom. Szkoda, że na swój podłokietnik zasłużył tylko kierowca. Nieco gorzej prezentują się natomiast twarde boczki drzwi.
Mimo nadwozia sprawiającego wrażenie auta rodzinnego we wnętrzu nie czuć przestrzeni, jeśli z przodu usiądzie wyższy kierowca to za nim może pojawić się problem z kolanami pasażera. Dobrze rozwiązano jednak sposób przewozu większych przedmiotów. Jeśli niewielki bagażnik (326 l oraz zakrywany schowek) nie będzie w stanie pomieścić pakunków tylne fotele składają się w prosty sposób do płaskiej podłogi (1293 l), gdy to nie wystarczy można położyć też oparcie prawego przedniego fotela zwiększając długość załadunku do 2350 mm. Inną zaletą jest fakt, że położenie przedniego fotela do pozycji leżącej nie stwarza problemów z pasami bezpieczeństwa, bo te ze względu na brak słupka B mocowane są bezpośrednio do oparcia przy zagłówku.

Zostając jeszcze na chwilę przy wnętrzu wspomnę też o dwóch rozwijanych przez markę Ford systemach mających wpłynąć na bezpieczeństwo. Pierwszy z nich to Emergency Assistance, który w jeśli sparujemy telefon z samochodem przez Bluetooth czy kabel USB w razie wypadku (rozpoznanie przez odcięcie pompy paliwa lub wybuch poduszek powietrznych) samodzielnie powiadomi odpowiednie służby w lokalnym języku na podstawie pozycji GPS.
Drugą ciekawą opcją jest SYNC – obsługa głosowa wybranych funkcji związanych z odtwarzaniem muzyki (np. wybór artysty, stacji radiowej oraz utworu po tytule) czy obsługą telefonu (np. odczytywanie SMS-ów czy wybieranie numerów). System rozpoznawania głosu działa naprawdę nieźle i stara się być w kontakcie z kierowcą wydając w razie potrzeby odpowiednie komunikaty. Właśnie dzięki SYNC działa także Emergency Assistance i połączenie tych funkcji zdobyło już nagrodę Global Mobile Award.
Ciekawostką w segmencie jest też system Active City Stop znany np. z Forda Focusa. Monitoruje on przestrzeń przed samochodem i w razie potrzeby aktywuje hamulce. Podobne rozwiązanie zastosowano też np. w dużo mniejszej Skodzie Citigo – systemy bezpieczeństwa znane niegdyś z najdroższych samochodów zaczynają być regularnie montowane w tańszych modelach.
Według mnie najmocniejszą stroną Forda B-MAX jest jednak jego prowadzenie. Dość twardo zestrojone zawieszenie mimo nieco szafowego kształtu nadwozia i wysoko osadzonego środka ciężkości (siedzi się również dość wysoko) nie pozwala na większe przechyły w zakrętach bardzo dobrze trzymając się drogi, a jednocześnie jest dosyć komfortowe na nierównościach – bardzo udany kompromis.
Od strony silnikowej najlepszym wyborem będzie topowa jednostka EcoBoost o pojemności 1,0 l i mocy 120 KM nagrodzona tytułem Engine of The Year 2012. Ten trzycylindrowy motor jest naprawdę kulturalny i świetnie radzi sobie z samochodem nie dając oznak zmęczenia na żadnej drodze i w żadnym zakresie prędkości obrotowych mimo małej pojemności i turbodoładowania. Przygotowane przez organizatorów drogi testowe pozwoliły mi przegonić samochód zarówno przez autostrady jak i wzniesienia Wyżyny Bawarskiej i śmiem twierdzić wspomniany silnik to naprawdę udana konstrukcja. Także precyzyjna skrzynia biegów o pięciu przełożeniach nie daje powodów do narzekań. Zestopniowana jest krótko – typowo pod jazdę miejską.
Druga jednostka, którą miałem okazję sprawdzić to najmocniejsze z gamy motorów zasilanych olejem napędowym 1,6 TDCi rozwijające 95 KM. Przy jazdach w konfiguracji kierowca i pasażer silnik średnio radził sobie z tym miejskim MPV Forda. Wariant ten jest o 6400 zł droższy od wersji 1,0 EcoBoost, wyraźnie brakuje mu siły napędowej, a użyteczny zakres obrotów jest dość wąski. Jeśli ktoś potrzebuje jednak oszczędniejszej odmiany to akurat według katalogu właśnie ona zgłasza najniższe, średnie zapotrzebowanie na paliwo.
Autorem artykułu jest:  Rafał Warecki
Artykuł pochodzi ze str: autokult.pl 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz